Ran było wiele.
Tych większych i mniejszych, które stopniowo goiły się. Jednak ta ostatnia,
największa, miała dołączyć do grona blizn znacznie później. Ciągle jeszcze się
paprała i krwawiła. Ostatnia rana, jaką mu zadano. A może przedostatnia? pomyślał, odgarniając z jej czoła ciemne
włosy.
Przed sześcioma
dniami, tak jak kilkadziesiąt razy wcześniej, wszedł do jej komanty. Mosiężne
drzwi uchyliły się ze zgrzytem. Jednak to nie ją zastał w pokoju. Gdy tylko
ujrzał jasne, długie włosy i zimne spojrzenie pełne triumfu, zrozumiał, że
wszystko stracone. Mógł tylko domyślać się jak bardzo będzie cierpiał... obydwoje
będą cierpieli.
Królowa
uśmiechnęła się do niego z pogardą. Stała przy tym samym stoliku, co dwa miesiące
wcześniej, wśród rozsypanych na podłodze owoców, mógł zakończyć ten słodki
rozdział w swoim życiu. Poczuł jak niewidzialny supeł zaciska się na jego
gardle. To sznur. Taką samą pętlę
niedługo dostanę. Kobieta kazała mu zamknąć za sobą drzwi. Posłuchał jej,
robiąc to machinalnie, jak dobry pies.
- Możesz mi
powiedzieć, co tutaj robisz, Sandorze? – spytała.
- Mógłbym
spytać ciebie o to samo, pani.
Zaśmiała się,
rozglądając przy okazji po małej komnacie. Stolik, spore, zaścielone łóżko,
drewniana komódka i spiczaste okno. Nic nadzwyczajnego, a jednak zdążył już
pokochać ten pokój. Choć nigdy nie przywiązywał się do żadnego miejsca, to
mógłby nazwać tą komnatę swoim domem. Jaki
z ciebie cholerny głupiec!
- Myślałeś, że
nie wiem? – spytała, uśmiechając się do niego złośliwie, lecz w jej oczach
widać było także gniew. – To mój zamek. To moi ludzie. Każdy z nich. A także
mój gość honorowy. Mój, nie twój, psie. – Ostatnie słowo wypowiedziała z
jadowitą pogardą. To go nie obchodziło. Niech obrzuca go obelgami, gnoi ile
chce, może nawet kazać go torturować, powiesić... Tylko niech nic jej nie robi.
- Gdzie jest...
– zaczął, lecz przerwała mu szybko.
-...twoja
kochanka? – dokończyła. Czekał w milczeniu. Królowa zaśmiała się. – Tam gdzie
miejsce kurwy.
Czuł się tak,
jakby ktoś usunął mu grunt spod nóg. W jednej chwili wszystkie blizny rozerwały się,
stając się jedną, wielką raną. Słabych
czeka śmierć. Królowa nie kłamała. Nie tym razem. Widać było zadowolenie
wypisane na jej twarzy.
- Gdzie? –
powtórzył, nie panując nad gniewem. Pies nie powinien mieć słabych punktów.
Zawsze o tym wiedział i tego się trzymał. Do czasu.
- Mogłeś temu
zapobiec, zaoszczędzić jej bólu i poniżenia. Jednak ty wolałeś dalej chełpić
się swoją zdobyczą – prychnęła, podchodząc do niego bliżej. Czuła się zbyt
pewna siebie. Dobrze wiedziała, że nie może jej niczego zrobić. – Dziwię się,
że ciebie chciała. Brałeś ją siłą? Płaciłeś jej? Nakładałeś na swoją potworną
twarz maskę?
Nie wytrzymał i
złapał ją za ramię. Mocno zacisnął na niej dłoń, tak jak wielokrotnie robili to
ludzie księcia wobec jego ukochanej. Spojrzał na nią, czując gorzki smak gniewu.
Przez chwilę miał wrażenie, że w oczach królowej dojrzał strach.
- Gdzie ona
jest? – spytał ponownie.
- W burdelu.
Najgorszym jaki tylko mogłam znaleźć – wysyczała mu prosto w twarz. Wzmocnił
uścisk, wbijając palce w jej miękkie ciało.
- Gdzie? Mów! –
rozkazał jej po raz pierwszy i ostatni w życiu. Zaśmiała się, jednak gdy tylko
poczuła ból w przedramieniu jej mina spoważniała. Nie zamierzał jej łamać
kości, jednak gdyby to było konieczne, pewnie by się nie zawahał. Powiedziała,
gdzie. Dopiero wtedy puścił ją i ruszył w stronę drzwi.
- To wszystko
przez ciebie, psie! – krzyczała za nim. – Musiałam jej dać nauczkę. Mam
nadzieję, że obydwoje dobrze ją zapamiętacie. Posunąłeś się za daleko i...
Reszty nie
usłyszał, zamknął za sobą mosiężne drzwi i zbiegł po schodach, zostawiając królową
w komnacie, która wielokrotnie była jego domem.
Nie pamiętał nawet całej drogi - była dla niego owiana
gęstą mgłą. Przyspieszony oddech, włosy przysłaniające oczy i tętent kopyt
odbijających się od kamienistej drogi. W myślach szeptał tylko jej imię,
prosząc wszystkich możliwych bogów, do których nigdy się nie modlił, by ją
oszczędzili. Gdy dojechał na miejsce, zeskoczył z konia i ledwo utrzymał się na
nogach. Były jak z waty. Nie wiedział czy to z powodu szybkiej jazdy czy
strachu. Nie ważne. Liczyła się tylko ona.
Podoba mi się ten fragment. Nienawidzę Cersei, więc sprawiło mi przyjemność czytanie, jak Sandor się jej stawia.
OdpowiedzUsuńNie oszczędzasz cierpień swojej bohaterce, ale przynajmniej zaznała trochę słodko-gorzkiego szczęścia z Sandorem.
Bardzo dobry fragment. Cersei została przedstawiona przez ciebie tak jak w samej Sadze, bardzo fajnie czytało się jej starcie z Sandorem.
OdpowiedzUsuń