sobota, 16 czerwca 2012

BLIZNY - 5: W piekle



Otworzył drzwi, przedzierając się przez gęsty tłum rozkrzyczanych prostaczków. Smród potu, szczyn, pieczeni i spermy unosił się w całej tawernie. Gdzieś w tym ohydnym miejscu była jego ukochana. Jego szczęście. Na samą myśl o tym, że królowa oddała ją do tego burdelu, czuł że zawartość żołądka podchodzi mu do gardła. Nigdy jeszcze nie czuł się taki wściekły i bezradny jednocześnie. Najchętniej wytłukłby tych wszystkich przepitych, zgniłych moralnie ludzi i utorował sobie drogę z ich trupów. Mógłbyś być dobry – powiedziała mu kiedyś. Nie, nie w tym świecie.
Każda ciemnowłosa dziewczyna wydawała mu się jego ukochaną. Gdy tylko podbiegał do nich bliżej, odwracał je w swoją stronę czy odpychał spoconych mężczyzn, okazywało się, że się mylił. Odprowadzały go gniewne pomruki, kopniaki i przekleństwa. On jednak szukał dalej, wchodząc w końcu na piętro. Miał wrażenie, że to trwa wieczność. Coraz bardziej spanikowany ledwo utrzymywał równowagę. Otwierając kolejne drzwi, miał nadzieję że ją ujrzy, ale obok nadziei stał także strach. To wszystko przez ciebie – tak powiedziała królowa. Miała rację.
Nie chciał ujrzeć tego, co pewnie zobaczy, jednak nie mógł jej zostawić. Nie w tym miejscu. Opuszczał kolejne pokoje, w których było mnóstwo ludzi, ale nigdzie nie widział jej. Wyślą ciebie do burdelu – tak jej powiedział, kiedy chciała się ujawnić. Zrobili to, chociaż żyli w tajemnicy. Jakiej tajemnicy do cholery? Ta suka szpiegowała nas od początku! Pozwoliła mi ją pokochać, by potem patrzeć jak cierpię. Gdy popchnął kolejne drzwi, w końcu ją zobaczył. Przez jedną, krótką chwilę nie mógł się ruszyć. Jej krzyk rozszarpywał mu serce.
Podbiegł do nich i odepchnął od niej, rzucając na ścianę. Na początku nie wiedzieli co się dzieje, jednak gdy tylko Sandor złapał za rękojeść swojego miecza, szybko ocenili swoje szanse, zbierając swoje rzeczy i uciekając, rzucając przekleństwami. Mógł ich zabić. Nadziać ich na swój miecz i patrzeć jak krwawią. Mógł. Jednak teraz liczyła się ona. Drżąca, wystraszona i zapłakana. Spojrzała na niego swoimi bladoniebieskimi oczyma, a on ujrzał w nich nieopisany ból. Zdjął swój płaszcz i owinął ją nim, unosząc na rękach. Ciemny materiał szybko przesiąkł krwią.
Wyszedł z nią w milczeniu z tawerny, rzucając każdemu gapiowi groźne spojrzenie. Później się z wami policzę obiecał w myślach. Gdy w końcu znaleźli się na zewnątrz, usłyszał jej szept.
- Przyszedłeś za późno.
Nie wiedział co odpowiedzieć. Stał, trzymając jej drobne ciało w ramionach i wpatrywał się w jej zapłakaną twarz, czując tylko odrazę. Odrazę do tych ludzi, do królowej, do świata. Odrazę do samego siebie.
Z trudem posadził ją na swojego konia, widząc jak grymas bólu wykrzywia jej twarz przy każdym ruchu. Podtrzymując ją, pojechał do zamku. Zewsząd otaczała ich ciemność, a księżyc rzucał słaby blask. Powinien jej coś powiedzieć. Przeprosić, błagać, szeptać wyznania miłości czy słowa pocieszenia. On jednak milczał, czując niemal jej ból. On również krwawił.
Zaniósł ją do wieży maestera. Kiedy wchodził po kamiennych schodach, usłyszał jej cichy szept.
- Wiesz co, San? – Jej głos był bardzo słaby, jakby uchodziło z niej całe życie. Mimo to mówiła tym swoim ostrym, lecz ciepłym tonem.
- Tak? – spytał przez ściśnięte gardło, zatrzymując się na schodach i wpatrując się w jej bladoniebieskie tęczówki.
- Mimo wszystko, dobrze że się spotkaliśmy. – Po czym uśmiechnęła się słabo, a po jej policzkach popłynęły kolejne łzy. – Możesz mi to powiedzieć?
- Powiedzieć... co? – spytał zdezorientowany, czując ciężar jej ciała. Ciemny płaszcz przybrał już szkarłatny odcień, a rozerwana suknia odsłaniała większą część dekoltu, na którym widniały liczne zadrapania.
- Że mnie kochasz – szepnęła, wciąż uśmiechając się przez łzy. Nigdy nie płakała przypomniał sobie z trwogą. Ona już wie, że to koniec. Nie chciał w to uwierzyć. Jeszcze nie teraz.
- Kocham – odpowiedział, wiedząc, że to prawda. Po czym pocałował ją w usta, zbierając z nich słone łzy. Czuł, jak drży jej ciało wstrząsane spazmami bólu.
- Słabych czeka śmierć, prawda? – spytała. Kiwnął potakująco głową. Uśmiechnęła się do niego ponownie. – Dobrze, że o tym wiesz. – Po czym zamknęła oczy.

2 komentarze:

  1. Świetny, choć przykry fragment. Chyba najlepszy z dotychczasowych, choć wcześniejszy z rozmową Sandora z Cersei też mi się b.podobał. Ten stanowi dopełnienie. Jeszcze bardziej nienawidzę tej lannisterskiej suki.

    Szkoda, że ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Nie chciałabym by dziewczyna umarła, ale pewnie do tego dojdzie. Dobrze, że Sandor tak całkiem nie zatwardzi swojego serca skoro potem będzie dość życzliwy dla Sansy.

    OdpowiedzUsuń
  2. hej na http://b-lack-b-ird.blog.onet.pl pojawił się nowy rozdział:)

    OdpowiedzUsuń