Otworzył drzwi,
przedzierając się przez gęsty tłum rozkrzyczanych prostaczków. Smród potu,
szczyn, pieczeni i spermy unosił się w całej tawernie. Gdzieś w tym ohydnym
miejscu była jego ukochana. Jego szczęście. Na samą myśl o tym, że królowa
oddała ją do tego burdelu, czuł że zawartość żołądka podchodzi mu do gardła.
Nigdy jeszcze nie czuł się taki wściekły i bezradny jednocześnie. Najchętniej
wytłukłby tych wszystkich przepitych, zgniłych moralnie ludzi i utorował sobie
drogę z ich trupów. Mógłbyś być dobry – powiedziała mu kiedyś. Nie, nie w tym świecie.
Każda
ciemnowłosa dziewczyna wydawała mu się jego ukochaną. Gdy tylko podbiegał do
nich bliżej, odwracał je w swoją stronę czy odpychał spoconych mężczyzn,
okazywało się, że się mylił. Odprowadzały go gniewne pomruki, kopniaki i
przekleństwa. On jednak szukał dalej, wchodząc w końcu na piętro. Miał
wrażenie, że to trwa wieczność. Coraz bardziej spanikowany ledwo utrzymywał
równowagę. Otwierając kolejne drzwi, miał nadzieję że ją ujrzy, ale obok
nadziei stał także strach. To wszystko przez ciebie – tak powiedziała królowa.
Miała rację.
Nie chciał
ujrzeć tego, co pewnie zobaczy, jednak nie mógł jej zostawić. Nie w tym
miejscu. Opuszczał kolejne pokoje, w których było mnóstwo ludzi, ale nigdzie
nie widział jej. Wyślą ciebie do burdelu – tak jej powiedział, kiedy chciała
się ujawnić. Zrobili to, chociaż żyli w tajemnicy. Jakiej tajemnicy do cholery? Ta suka szpiegowała nas od początku!
Pozwoliła mi ją pokochać, by potem patrzeć jak cierpię. Gdy popchnął
kolejne drzwi, w końcu ją zobaczył. Przez jedną, krótką chwilę nie mógł się
ruszyć. Jej krzyk rozszarpywał mu serce.
Podbiegł do
nich i odepchnął od niej, rzucając na ścianę. Na początku nie wiedzieli co się
dzieje, jednak gdy tylko Sandor złapał za rękojeść swojego miecza, szybko
ocenili swoje szanse, zbierając swoje rzeczy i uciekając, rzucając przekleństwami.
Mógł ich zabić. Nadziać ich na swój miecz i patrzeć jak krwawią. Mógł. Jednak
teraz liczyła się ona. Drżąca, wystraszona i zapłakana. Spojrzała na niego
swoimi bladoniebieskimi oczyma, a on ujrzał w nich nieopisany ból. Zdjął swój
płaszcz i owinął ją nim, unosząc na rękach. Ciemny materiał szybko przesiąkł
krwią.
Wyszedł z nią w
milczeniu z tawerny, rzucając każdemu gapiowi groźne spojrzenie. Później się z wami policzę obiecał w
myślach. Gdy w końcu znaleźli się na zewnątrz, usłyszał jej szept.
- Przyszedłeś
za późno.
Nie wiedział co
odpowiedzieć. Stał, trzymając jej drobne ciało w ramionach i wpatrywał się w
jej zapłakaną twarz, czując tylko odrazę. Odrazę do tych ludzi, do królowej, do
świata. Odrazę do samego siebie.
Z trudem
posadził ją na swojego konia, widząc jak grymas bólu wykrzywia jej twarz przy
każdym ruchu. Podtrzymując ją, pojechał do zamku. Zewsząd otaczała ich ciemność,
a księżyc rzucał słaby blask. Powinien jej coś powiedzieć. Przeprosić, błagać,
szeptać wyznania miłości czy słowa pocieszenia. On jednak milczał, czując
niemal jej ból. On również krwawił.
Zaniósł ją do
wieży maestera. Kiedy wchodził po kamiennych schodach, usłyszał jej cichy
szept.
- Wiesz co,
San? – Jej głos był bardzo słaby, jakby uchodziło z niej całe życie. Mimo to
mówiła tym swoim ostrym, lecz ciepłym tonem.
- Tak? – spytał
przez ściśnięte gardło, zatrzymując się na schodach i wpatrując się w jej bladoniebieskie
tęczówki.
- Mimo
wszystko, dobrze że się spotkaliśmy. – Po czym uśmiechnęła się słabo, a po jej
policzkach popłynęły kolejne łzy. – Możesz mi to powiedzieć?
- Powiedzieć...
co? – spytał zdezorientowany, czując ciężar jej ciała. Ciemny płaszcz przybrał
już szkarłatny odcień, a rozerwana suknia odsłaniała większą część dekoltu, na
którym widniały liczne zadrapania.
- Że mnie
kochasz – szepnęła, wciąż uśmiechając się przez łzy. Nigdy nie płakała przypomniał sobie z trwogą. Ona już wie, że to koniec. Nie chciał w to uwierzyć. Jeszcze nie
teraz.
- Kocham –
odpowiedział, wiedząc, że to prawda. Po czym pocałował ją w usta, zbierając z
nich słone łzy. Czuł, jak drży jej ciało wstrząsane spazmami bólu.
- Słabych czeka
śmierć, prawda? – spytała. Kiwnął potakująco głową. Uśmiechnęła się do niego
ponownie. – Dobrze, że o tym wiesz. – Po czym zamknęła oczy.
Świetny, choć przykry fragment. Chyba najlepszy z dotychczasowych, choć wcześniejszy z rozmową Sandora z Cersei też mi się b.podobał. Ten stanowi dopełnienie. Jeszcze bardziej nienawidzę tej lannisterskiej suki.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Nie chciałabym by dziewczyna umarła, ale pewnie do tego dojdzie. Dobrze, że Sandor tak całkiem nie zatwardzi swojego serca skoro potem będzie dość życzliwy dla Sansy.
hej na http://b-lack-b-ird.blog.onet.pl pojawił się nowy rozdział:)
OdpowiedzUsuń